Wszyscy mamy nadzieję, że zawartości podróżnych apteczek nigdy nie będziemy musieli użyć, ale mimo to, warto zawsze mieć je ze sobą wyjeżdżając w nowe miejsce. Ponieważ właśnie pakuję się na nasz dwutygodniowy urlop, na który zabieramy też Peanuta, postanowiłam pokazać i opisać, jakie leki i środki opatrunkowe zabieramy.
W pierwszej kolejności skupię się na najważniejszej kategorii, czyli na lekach. Na wstępnie zaznaczę natomiast, że to, co sprawdza się u nas, nie musi okazać się użyteczne dla każdego i jeżeli nie jesteście pewni, wszystko konsultujcie z weterynarzem.
Dia Dog - tabletki znane chyba wszystkim właścicielom psów, u nas chyba najlepsze na silną biegunkę. Ich zadaniem jest odbudowa flory bakteryjnej i uspokojenie podrażnionej błony śluzowej. Warto mieć na uwadze, że nie powinno się łączyć ich z probiotykiem, który z powodu tych tabletek nie wchłonie się tak dobrze.
Nospa - działa rozkurczowo na mięśnie gładkie i uspokaja jelita. Zalecana dawka dla psa to 2-4 mg na kg masy ciała, podawana 2-3 razy dziennie. Warto jednak zaznaczyć, że choć tabletka przyniesie ulgę, i tak musimy sprawdzić, jaka jest przyczyna problemu. Dodatkowo Nospa jest gorzka, więc musimy starannie zawinąć ją w coś smacznego, żeby większość lekarstwa nie wydostała się z pyska razem ze śliną.
Węgiel - polecany jest u psów przy podejrzeniu zatruć, czy infekcjach bakteryjnych, ponieważ silnie wiąże toksyny. Czytałam natomiast, że pies musiałby przyjąć naprawdę dużą dawkę, żebyśmy zobaczyli jakiś efekt, w związku z tym w mojej apteczce jest raczej jako zapasowa opcja, a nie środek, który podam jako pierwszy.
EnteroZoo - żel detoksykujący. Nie wchłania się, ale podróżując przez układ pokarmowy, wyprowadza z organizmu toksyny i bakterie. Fajnie dopełnia na przykład kurację antybiotykową.
Probiotyk - wiadomo, tak samo jak u ludzi, ma na celu wyrównanie mikroflory.
Aptus Prosport - w sumie nie jest w ogóle niezbędna, chyba że planujecie jakiś większy trekking. Pasta ma za zadanie szybko dopełnić energię przy wysiłku fizycznym i pomóc w rekonwalescencji po nim.
Otifree - ma na celu rozpuszczenie wydzieliny z ucha, ale mogą to być jakiekolwiek inne krople, których używacie do regularnej higieny.
Krople do oka - tak naprawdę obojętnie jakie. Na zdjęciu są akurat ludzkie - Thealoz i Maxitrol. Podkreślam, że tego drugiego można użyć jedynie w przypadku, że powierzchnia oka nie jest uszkodzona, ponieważ może podrażniać.
★
Jeżeli chodzi o środki na rany, to zabieram kilka podstawowych, ale naprawdę liczę na to, że zostaną nieodpakowane, ponieważ na widok dużej ilości krwi najprawdopodobniej zemdleję ;-). Może adrenalina pozwoliłaby mi jednak zareagować właściwie, ale wolałabym tego nie sprawdzać.
Sól fizjologiczna - do stosowania miejscowego na przykład żeby przepłukać oczy w przypadku dostania się do nich ciał obcych.
Octenisept, betadyna - środki dezynfekujące używane do płukania ran. Działają bakteriobójczo, grzybobójczo i wirusobójczo.
Dermatol (bizmutu galusan zasadowy) - zasypka na skórę, służy jako środek odkażający, osuszający, ściągający i przeciwzapalny.
Hypermangan - u nas kupiłam za jakieś grosze w aptece w formie proszku w malutkim pojemniczku. Jeżeli zdarzy się krwawienie z pazura (na przykład jeśli za głęboko obetniemy), a krwawienie z pazura jest zawsze obfite, wystarczy "zamoczyć" końcówkę w proszku i za chwilę po krwi nie będzie śladu.
Bandaż elastyczny, gaziki - tutaj nie będę się rozpisywać o szczegółach, bo są różne rodzaje i każdy może wybrać takie, które mu odpowiadają. Mogą przydać się zarówno w psiej, jak i w ludzkiej apteczce.
Bandaż samoprzylepny - fantastyczna rzecz, która po opatrzeniu jakiegoś skaleczenia, zablokuje psu możliwość oblizywania a czynnikom zewnętrznym zablokuje dostęp do rany. Można też z jego pomocą stworzyć "bucik", jeżeli zraniony będzie opuszek lub pazur.
Jednorazowe rękawiczki - tego chyba tłumaczyć nie muszę, zawsze warto mieć i w ludzkiej, i w psiej apteczce i wykonywać w nich wszystkie zabiegi, żeby zabezpieczyć siebie i innych.
★
Całą resztę przedmiotów zebrałam razem do ostatniej kategorii - pozostałe. Możliwe że nie wszystko, co widzicie poniżej jest niezbędne, ale na pewno nie zaszkodzi wziąć - auto to uwiezie.
Termometr elektroniczny - na zdjęciu go brakuje, ale chodzi o zwykły, dostępny w aptece, termometr elektroniczny. Prawidłowa temperatura u psa powinna oscylować w granicach 37,5 – 39 *C.
Buciki dla psa - mamy firmy Non-stop, które polecane są przez musherów i wyglądają jak trochę twardsze skarpetki. Jeszcze nigdy ich nie użyliśmy, ale gdyby pojawiła się rana na opuszkach, będą świetną ochroną przed brudem i podrażnieniem.
Cążki do pazurów - w jednej z walijskich łapek jest pazur, który kiedyś pęknął wzdłuż i od tamtej pory jest słabszy niż pozostałe. Cążki zabieram w razie gdybym musiała jakoś wyrównać złamany kawałek lub po prostu skrócić pazury podczas długiego wyjazdu.
Koc termiczny - nie planujemy żadnych wycieczek po wysokich górach, nic z tych rzeczy, ale jest to na tyle mała i lekka rzecz (i tania), że nie zaszkodzi dopakować. Stosujemy srebrną stronę do ciała, jeżeli nie chcemy dopuścić do wychłodzenia organizmu. Z kolei srebrna strona na zewnątrz chroni przed przegraniem.
Gęsty grzebień - na wypadek gdyby jakieś chabazie czy inne kuleczki przylepiły do sierści i ciężko byłoby je wyciągnąć samymi dłońmi.
Łapka na kleszcze - moje psy co roku zabezpieczane są tabletkami typu Bravecto czy Simparica, ale ich działanie polega w skrócie na otruciu kleszcza, który się wbije. Nie ma jednak działania odstraszającego, więc od czasu do czasu i tak trafia się jakiś wbity. Zawsze używam takich plastikowych widełek z końcówką w kształcie litery V. Ramionkami wspomnianych widełek obejmujemy wbitego kleszcza przy samej skórze psa i pomału wyciągamy, tak aby złapał się w całości.
Nożyczki i pęseta - obie te rzeczy mogą przydać się zarówno w psiej, jak i w ludzkiej. Nożyczki przydadzą się chociażby do przycięcia opatrunku, natomiast pęsety możemy użyć na przykład do wyjęcia drzazgi. Ja zabieram też małe nożyczki z zaokrąglonym końcem,
Weterynaryjny kaganiec - cóż, nie da się ukryć, że walijski piesek nie jest fanem zabiegów i choć na mamusię raczej ząbka by nie podniósł, to w sytuacji dużego bólu nie jestem w stanie przewidzieć jego reakcji. Oczywiście takiego kagańca nie używamy na co dzień, ponieważ zbyt ciasno zamyka psu pysk.
★
Tak jak pisałam na początku - mam ogromną nadzieję, że nic z tego nie przyda nam się na urlopie, ale jako dziecko lekarzy, nie jestem w stanie podróżować bez apteczki (ludzkiej też). Wydaje mi się, że udało mi się opisać wszystko, ale jeśli o czymś zapomniałam - dajcie znać!




