W miniony weekend wzięłyśmy z Coffee udział w jej pierwszej wystawie psów. Był to również mój pierwszy raz w roli handlera oraz nasz pierwszy wspólny weekendowy wyjazd tylko we dwie.
Na wyprawę wyruszyłyśmy w piątek wieczorem. Odległość z Pragi do Jeleniej Góry to około 160 km (czyli cztery razy mniej niż z mojej rodzinnej miejscowości w Polsce). Niestety podróż była bardzo trudna, ponieważ w połowie drogi złapała nas burza-gigant. Nie wiedziałam, czy jechać dalej, czy zawracać, więc w zdecydowałam się przeczekać najgorsze na stacji benzynowej. Po przerwie kontynuowałyśmy podróż już bez większych problemów.
Noclegu, który wybrałyśmy, nie mogę zbytnio polecić, więc pominę ten temat. W sobotę z wrażenia wstałam o 5 rano! Nie wiedziałam za bardzo co ze sobą zrobić, wytrzymałam w pokoju do 6 a następnie wyruszyłyśmy na spacer po Cieplicach na poszukiwanie śniadania. Przy okazji zrobiłam Kofinie kilka zdjęć korzystając z tego, że na deptaku było pusto.
Na stadion, na którym odbywała się wystawa, przyjechałyśmy około ósmej i udałyśmy się prosto na nasz ring. Przed wystawą pojawiły się mapy i dokładne rozpiski, więc mimo że był to nasz pierwszy raz na jeleniogórskiej wystawie, wiedziałam gdzie zaparkować i którędy iść. Na miejscu była już hodowczyni Kofiny, która przyjechała z Pardubic ze swoimi Lakeland terrierami. Pomogła mi z ostatnimi poprawkami sierści, a potem już tylko czekałyśmy na naszą kolej. Stresowałam się bardzo, chyba nawet bardziej niż Kofa, ale ja generalnie jestem człowiekiem, który stresuje się wszystkim. Finalnie okazało się jednak, że nie było potrzeby.
Kofina na ringu powtórzyła to, co ćwiczyłyśmy wielokrotnie na zajęciach z handlingu. Była dzielna, szła aktywnie, nie rozpraszała się otoczeniem i fantastycznie stała w nauczonej pozycji. Otrzymała ocenę doskonałą, lokatę pierwszą i CWC. Jak głosi ZKWP, CWC to skrót od "certyfikat wystawowego championa". Trzy wnioski CWC, uzyskane od trzech różnych sędziów - w tym co najmniej jeden na wystawie specjalistycznej, klubowej lub międzynarodowej - są podstawą do przyznania psu/suce tytułu Championa Polski, pod warunkiem, że między pierwszym, a ostatnim wnioskiem upłynęło co najmniej 6 miesięcy.
Drugiego dnia stres był już mniejszy, za to temperatura powietrza zdecydowanie wyższa. Bardzo doceniam to, że organizatorzy dbali o nieustanne dopełnianie wody w miskach. Choć miałam ze sobą butelkę, kilka razy podeszli do nas wolontariusze i pytali, czy nie potrzebujemy dolać. Na szczęście nasz ring był między drzewami, więc nie usmażyłyśmy się na słońcu.
Tym razem obie wiedziałyśmy już co robić, Kofina ponownie pokazała klasę i zdobyła drugą ocenę doskonałą, pierwszą lokatę i CWC. Oznacza to, że za pół roku czeka nas jeszcze jedna wystawa, tym razem międzynarodowa, i tytuł Championa Polski będzie nasz!
Muszę powiedzieć, że jestem z niej niesamowicie dumna. Ci, którzy znają nas z Instagrama wiedzą, jak trudne były nasze wspólne początki. Kofa jest bardzo wrażliwym pieskiem, który intensywnie reaguje na bodźce. Mimo, że byłyśmy w obcym miejscu, a dookoła poruszało się mnóstwo ludzi i psów, Mała poradziła sobie fantastycznie, ani razu nie dostała ataku paniki i umysłem cały czas była ze mną. Bardzo dojrzała przez ostatnie miesiące i nie mogę doczekać się kolejnych wyjazdów w jej towarzystwie.

Brak komentarzy
Prześlij komentarz