Co zawiera nasza psia apteczka

niedziela, 10 lipca 2022

Brak komentarzy

Wszyscy mamy nadzieję, że zawartości podróżnych apteczek nigdy nie będziemy musieli użyć, ale mimo to, warto zawsze mieć je ze sobą wyjeżdżając w nowe miejsce. Ponieważ właśnie pakuję się na nasz dwutygodniowy urlop, na który zabieramy też Peanuta, postanowiłam pokazać i opisać, jakie leki i środki opatrunkowe zabieramy. 



W pierwszej kolejności skupię się na najważniejszej kategorii, czyli na lekach. Na wstępnie zaznaczę natomiast, że to, co sprawdza się u nas, nie musi okazać się użyteczne dla każdego i jeżeli nie jesteście pewni, wszystko konsultujcie z weterynarzem.



Dia Dog - tabletki znane chyba wszystkim właścicielom psów, u nas chyba najlepsze na silną biegunkę. Ich zadaniem jest odbudowa flory bakteryjnej i uspokojenie podrażnionej błony śluzowej. Warto mieć na uwadze, że nie powinno się łączyć ich z probiotykiem, który z powodu tych tabletek nie wchłonie się tak dobrze.


Nospa - działa rozkurczowo na mięśnie gładkie i uspokaja jelita. Zalecana dawka dla psa to 2-4 mg na kg masy ciała, podawana 2-3 razy dziennie. Warto jednak zaznaczyć, że choć tabletka przyniesie ulgę, i tak musimy sprawdzić, jaka jest przyczyna problemu. Dodatkowo Nospa jest gorzka, więc musimy starannie zawinąć ją w coś smacznego, żeby większość lekarstwa nie wydostała się z pyska razem ze śliną. 


Węgiel - polecany jest u psów przy podejrzeniu zatruć, czy infekcjach bakteryjnych, ponieważ silnie wiąże toksyny. Czytałam natomiast, że pies musiałby przyjąć naprawdę dużą dawkę, żebyśmy zobaczyli jakiś efekt, w związku z tym w mojej apteczce jest raczej jako zapasowa opcja, a nie środek, który podam jako pierwszy.


EnteroZoo - żel detoksykujący. Nie wchłania się, ale podróżując przez układ pokarmowy, wyprowadza z organizmu toksyny i bakterie. Fajnie dopełnia na przykład kurację antybiotykową.


Probiotyk - wiadomo, tak samo jak u ludzi, ma na celu wyrównanie mikroflory.


Aptus Prosport - w sumie nie jest w ogóle niezbędna, chyba że planujecie jakiś większy trekking. Pasta ma za zadanie szybko dopełnić energię przy wysiłku fizycznym i pomóc w rekonwalescencji po nim.


Otifree - ma na celu rozpuszczenie wydzieliny z ucha, ale mogą to być jakiekolwiek inne krople, których używacie do regularnej higieny.


Krople do oka - tak naprawdę obojętnie jakie. Na zdjęciu są akurat ludzkie - Thealoz i Maxitrol. Podkreślam, że tego drugiego można użyć jedynie w przypadku, że powierzchnia oka nie jest uszkodzona, ponieważ może podrażniać.



Jeżeli chodzi o środki na rany, to zabieram kilka podstawowych, ale naprawdę liczę na to, że zostaną nieodpakowane, ponieważ na widok dużej ilości krwi najprawdopodobniej zemdleję ;-). Może adrenalina pozwoliłaby mi jednak zareagować właściwie, ale wolałabym tego nie sprawdzać.



Sól fizjologiczna - do stosowania miejscowego na przykład żeby przepłukać oczy w przypadku dostania się do nich ciał obcych.


Octenisept, betadyna - środki dezynfekujące używane do płukania ran. Działają bakteriobójczo, grzybobójczo i wirusobójczo. 


Dermatol (bizmutu galusan zasadowy) - zasypka na skórę, służy jako środek odkażający, osuszający, ściągający i przeciwzapalny.


Hypermangan - u nas kupiłam za jakieś grosze w aptece w formie proszku w malutkim pojemniczku. Jeżeli zdarzy się krwawienie z pazura (na przykład jeśli za głęboko obetniemy), a krwawienie z pazura jest zawsze obfite, wystarczy "zamoczyć" końcówkę w proszku i za chwilę po krwi nie będzie śladu.


Bandaż elastyczny, gaziki - tutaj nie będę się rozpisywać o szczegółach, bo są różne rodzaje i każdy może wybrać takie, które mu odpowiadają. Mogą przydać się zarówno w psiej, jak i w ludzkiej apteczce.


Bandaż samoprzylepny - fantastyczna rzecz, która po opatrzeniu jakiegoś skaleczenia, zablokuje psu możliwość oblizywania a czynnikom zewnętrznym zablokuje dostęp do rany. Można też z jego pomocą stworzyć "bucik", jeżeli zraniony będzie opuszek lub pazur.


Jednorazowe rękawiczki - tego chyba tłumaczyć nie muszę, zawsze warto mieć i w ludzkiej, i w psiej apteczce i wykonywać w nich wszystkie zabiegi, żeby zabezpieczyć siebie i innych.



Całą resztę przedmiotów zebrałam razem do ostatniej kategorii - pozostałe. Możliwe że nie wszystko, co widzicie poniżej jest niezbędne, ale na pewno nie zaszkodzi wziąć - auto to uwiezie.



Termometr elektroniczny - na zdjęciu go brakuje, ale chodzi o zwykły, dostępny w aptece, termometr elektroniczny. Prawidłowa temperatura u psa powinna oscylować w granicach 37,5 – 39 *C. 


Buciki dla psa - mamy firmy Non-stop, które polecane są przez musherów i wyglądają jak trochę twardsze skarpetki. Jeszcze nigdy ich nie użyliśmy, ale gdyby pojawiła się rana na opuszkach, będą świetną ochroną przed brudem i podrażnieniem.


Cążki do pazurów - w jednej z walijskich łapek jest pazur, który kiedyś pęknął wzdłuż i od tamtej pory jest słabszy niż pozostałe. Cążki zabieram w razie gdybym musiała jakoś wyrównać złamany kawałek lub po prostu skrócić pazury podczas długiego wyjazdu.


Koc termiczny - nie planujemy żadnych wycieczek po wysokich górach, nic z tych rzeczy, ale jest to na tyle mała i lekka rzecz (i tania), że nie zaszkodzi dopakować. Stosujemy srebrną stronę do ciała, jeżeli nie chcemy dopuścić do wychłodzenia organizmu. Z kolei srebrna strona na zewnątrz chroni przed przegraniem.


Gęsty grzebień - na wypadek gdyby jakieś chabazie czy inne kuleczki przylepiły do sierści i ciężko byłoby je wyciągnąć samymi dłońmi.


Łapka na kleszcze - moje psy co roku zabezpieczane są tabletkami typu Bravecto czy Simparica, ale ich działanie polega w skrócie na otruciu kleszcza, który się wbije. Nie ma jednak działania odstraszającego, więc od czasu do czasu i tak trafia się jakiś wbity. Zawsze używam takich plastikowych widełek z końcówką w kształcie litery V. Ramionkami wspomnianych widełek obejmujemy wbitego kleszcza przy samej skórze psa i pomału wyciągamy, tak aby złapał się w całości.


Nożyczki i pęseta - obie te rzeczy mogą przydać się zarówno w psiej, jak i w ludzkiej. Nożyczki przydadzą się chociażby do przycięcia opatrunku, natomiast pęsety możemy użyć na przykład do wyjęcia drzazgi. Ja zabieram też małe nożyczki z zaokrąglonym końcem, 


Weterynaryjny kaganiec - cóż, nie da się ukryć, że walijski piesek nie jest fanem zabiegów i choć na mamusię raczej ząbka by nie podniósł, to w sytuacji dużego bólu nie jestem w stanie przewidzieć jego reakcji. Oczywiście takiego kagańca nie używamy na co dzień, ponieważ zbyt ciasno zamyka psu pysk.



Tak jak pisałam na początku - mam ogromną nadzieję, że nic z tego nie przyda nam się na urlopie, ale jako dziecko lekarzy, nie jestem w stanie podróżować bez apteczki (ludzkiej też). Wydaje mi się, że udało mi się opisać wszystko, ale jeśli o czymś zapomniałam - dajcie znać!

Czytaj dalej

Wystawa Psów Rasowych w Jeleniej Górze 25-26.06.2022

sobota, 2 lipca 2022

Brak komentarzy

W miniony weekend wzięłyśmy z Coffee udział w jej pierwszej wystawie psów. Był to również mój pierwszy raz w roli handlera oraz nasz pierwszy wspólny weekendowy wyjazd tylko we dwie. 



Na wyprawę wyruszyłyśmy w piątek wieczorem. Odległość z Pragi do Jeleniej Góry to około 160 km (czyli cztery razy mniej niż z mojej rodzinnej miejscowości w Polsce). Niestety podróż była bardzo trudna, ponieważ w połowie drogi złapała nas burza-gigant. Nie wiedziałam, czy jechać dalej, czy zawracać, więc w zdecydowałam się przeczekać najgorsze na stacji benzynowej. Po przerwie kontynuowałyśmy podróż już bez większych problemów.


Noclegu, który wybrałyśmy, nie mogę zbytnio polecić, więc pominę ten temat. W sobotę z wrażenia wstałam o 5 rano! Nie wiedziałam za bardzo co ze sobą zrobić, wytrzymałam w pokoju do 6 a następnie wyruszyłyśmy na spacer po Cieplicach na poszukiwanie śniadania. Przy okazji zrobiłam Kofinie kilka zdjęć korzystając z tego, że na deptaku było pusto.


Na stadion, na którym odbywała się wystawa, przyjechałyśmy około ósmej i udałyśmy się prosto na nasz ring. Przed wystawą pojawiły się mapy i dokładne rozpiski, więc mimo że był to nasz pierwszy raz na jeleniogórskiej wystawie, wiedziałam gdzie zaparkować i którędy iść. Na miejscu była już hodowczyni Kofiny, która przyjechała z Pardubic ze swoimi Lakeland terrierami. Pomogła mi z ostatnimi poprawkami sierści, a potem już tylko czekałyśmy na naszą kolej. Stresowałam się bardzo, chyba nawet bardziej niż Kofa, ale ja generalnie jestem człowiekiem, który stresuje się wszystkim. Finalnie okazało się jednak, że nie było potrzeby.


Kofina na ringu powtórzyła to, co ćwiczyłyśmy wielokrotnie na zajęciach z handlingu. Była dzielna, szła aktywnie, nie rozpraszała się otoczeniem i fantastycznie stała w nauczonej pozycji. Otrzymała ocenę doskonałą, lokatę pierwszą i CWC. Jak głosi ZKWP, CWC to skrót od "certyfikat wystawowego championa". Trzy wnioski CWC, uzyskane od trzech różnych sędziów - w tym co najmniej jeden na wystawie specjalistycznej, klubowej lub międzynarodowej - są podstawą do przyznania psu/suce tytułu Championa Polski, pod warunkiem, że między pierwszym, a ostatnim wnioskiem upłynęło co najmniej 6 miesięcy.


Drugiego dnia stres był już mniejszy, za to temperatura powietrza zdecydowanie wyższa. Bardzo doceniam to, że organizatorzy dbali o nieustanne dopełnianie wody w miskach. Choć miałam ze sobą butelkę, kilka razy podeszli do nas wolontariusze i pytali, czy nie potrzebujemy dolać. Na szczęście nasz ring był między drzewami, więc nie usmażyłyśmy się na słońcu. 


Tym razem obie wiedziałyśmy już co robić, Kofina ponownie pokazała klasę i zdobyła drugą ocenę doskonałą, pierwszą lokatę i CWC. Oznacza to, że za pół roku czeka nas jeszcze jedna wystawa, tym razem międzynarodowa, i tytuł Championa Polski będzie nasz!


Muszę powiedzieć, że jestem z niej niesamowicie dumna. Ci, którzy znają nas z Instagrama wiedzą, jak trudne były nasze wspólne początki. Kofa jest bardzo wrażliwym pieskiem, który intensywnie reaguje na bodźce. Mimo, że byłyśmy w obcym miejscu, a dookoła poruszało się mnóstwo ludzi i psów, Mała poradziła sobie fantastycznie, ani razu nie dostała ataku paniki i umysłem cały czas była ze mną. Bardzo dojrzała przez ostatnie miesiące i nie mogę doczekać się kolejnych wyjazdów w jej towarzystwie.

Czytaj dalej

Bezpieczeństwo nad wodą

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Brak komentarzy

W połowie czerwca mieliśmy w Pradze jeden taki weekend, kiedy nawet w nocy temperatura nie spadała poniżej 30*C (a w dzień przekraczała 37*C). To skłoniło mnie do spisania kilku mądrze brzmiących akapitów na temat bezpieczeństwa nad wodą. Nie powiem zapewne nic odkrywczego, ale na dobry początek przygody z blogiem uznałam, że jest to całkiem wdzięczny temat. 



Przede wszystkim warto podkreślić, że nawet spędzając czas nad wodą, pies może się przegrzać. Pływanie to przecież aktywność fizyczna, a zwierze zaaferowane zabawą zapomina o świecie dookoła. Nie polegajmy na tym, że pies sam będzie wiedział, kiedy ma dość. To my, jako opiekunowie, musimy zadbać o odpoczynek w cieniu i nawodnienie. Nad morzem dodatkowo miejmy ze sobą jakieś specyfiki na brzuszkowa problemy oraz adres najbliższego weterynarza. Niektóre psy, pływając, nałapią się słonej wody, co często kończy się biegunkami, które z kolei mogą doprowadzić do dehydratacji.

Warto pamiętać, że pobyt nad wodą nie jest zwolniony od przestrzegania pewnych zasad. Szalony skok do nieznanej wody czy rwącej rzeki nie musi skończyć się dobrze, dlatego mimo wysokich emocji, zadbajmy o bezpieczeństwo. Najlepiej jest wprowadzić (nie tylko nad wodą, ale i w życiu) komendę zwalniającą i wypowiedzieć ją dopiero wtedy, kiedy upewnimy się, że miejsce jest bezpieczne. Nie wspomnę nawet o przywołaniu :-)

Zadbajmy też o to, by pokazać psu, którędy wychodzić z wody. O ile nad morzem najczęściej nie ma z tym problemu, to w jeziorze brzegi mogą być strome. Sama przeżyłam kiedyś chwile grozy, kiedy Peanut nie mógł wyjść z rzeki. Byłam na spacerze sama, było błoto i buty ślizgały mi się w drodze po niego, więc groziło, że żadne z nas się nie wydostanie. W końcu przywiązałam linkę biothane, którą na szczęście miałam ze sobą, do najbliższego słupka i trzymając się jej zeszłam po psa. Do domu oboje wracaliśmy na miękkich nogach i od tamtej pory do żadnej rzeki psów nie puszczam.

Jeżeli mamy w ogrodzie basen, do którego pies może wpaść przypadkiem, zadbajmy o stworzenie możliwej drogi wyjścia z niego. Widziałam na przykład zdjęcie gumowej wycieraczki przewieszonej (i przywierconej) przez ścianę basenu, po której zwierzęta mogą się wspiąć. Think about it. 

Jest jeszcze jedna kwestia, o której jeszcze niedawno w ogóle nie wiedziałam, mianowicie zatrucie wodą. Często w lecie trafiam na przykład na filmiki z psami, chwytającymi duże ilości wody prosto z węża ogrodowego. Jeżeli Wasz pies ma coś takiego w zwyczaju, pamiętajcie, że gdy ciało dostanie więcej płynów, niż jest w stanie wchłonąć, nerki nie nadążą z filtracją. Naruszona równowaga elektrolitów może doprowadzić do uszkodzenia mózgu, zatrzymania akcji serca i w konsekwencji do śmierci. Dowiedziałam się o tym w ubiegłym roku, kiedy trafiłam w mediach społecznościowych na przerażającą historię takiego właśnie zatrucia. Przedpołudnie pełne zabawy nad jeziorem skończyło się u małego pieska (chyba JRT) tragicznie.
 


Tak naprawdę wszystko jest dla ludzi (czy w tym przypadku - dla psów), ale z umiarem. Ponieważ nasze wspaniałe czworonogi żyją chwilą, to my musimy w ich imieniu przewidywać i myśleć długofalowo. I tym pozytywnym akcentem zakończę mój pierwszy wpis na blogu. Sama jestem ciekawa, jak długo wytrzymam z regularnym pisaniem, więc trzymajcie za mnie kciuki!
Czytaj dalej